niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 12

-Prawo Trzech to zasady, które były ustalone przy rozłamie. Przedstawiciele Jantaru, Ereny i Luny spisali ten kodeks, a potem podpisali go w imieniu swoim i ludu. Ereńczycy cenią sobie odwagę, równość oraz sprawność fizyczną oraz intelektualną. Każdy z Ereny poradziłby sobie miesiąc w dzikiej puszczy mając do użytku tylko dwa kamienie i patyczek. Są zaradni i dobrze zorganizowani. Jantarczycy mają to do siebie, że pragną władzy i porządku. Uczą się tylko tego, jak podpuszczać, oszukiwać  i otrzymywać od innych tego, czego chcą. Ich umysły pracują zupełnie inaczej niż reszty. Są sprytni i mądrzy na swój samodzielny sposób. To oni są geniuszami technologii. Luna to my. Tam każdy ma swoje własne dziwactwa, odmienne umiejętności, które razem tworzą całość. Część Luńczyków ma zdolności do posługiwania się Magią. Żeby nie było wątpliwości - do tej pory używaliśmy jej tylko i wyłącznie w dobrych celach. Nie da się wręcz inaczej, bo używamy tylko Dobrej Magii. I tutaj dotarliśmy do powodu naszej 'emigracji'. Ostatnimi czasy kilku Innych z Luny zaczęło hmmm... Zaznajamiać się z Czarną Magią. Niewielu o tym wie, a jeszcze mniej chce coś z tym zrobić. Eric był szpiegiem w Jantarze, ja razem z kilkoma innymi osobami uknuliśmy spisek. Niestety, tak jak w każdym filmie akcji, najbardziej zaufana osoba okazała się zdrajcą. Właściwie to zdradliwą...
-Eric, spokojnie. Nie ma co - przerwał Alex.
-Wiem - oznajmił Eric z ciężkim westchnięciem. - Wiem.
To wszystko wywarło na mnie wielkie wrażenie. Świat wielki, a niewidoczny, zupełnie odmienny od zwykłego świata do którego przywykłam. Byłam tak zmęczona tymi wyobrażeniami i myślami, że nie zauważyłam, kiedy oparłam się o ramię mojego najlepszego przyjaciela i zasnęłam.

*   *   *
Obudziłam się, kiedy słońce świtało na horyzoncie. Przetarłam oczy i powoli wyprostowałam plecy. Chciałam nie zwracać na siebie uwagi, ale moje kości niezbyt to obchodziło. Trzasnęły mi chyba wszystkie kręgi. Skrzywiłam się i mocniej opatuliłam kocem.
-Dzień dobry księżniczko! Kawy, herbaty, a może jajecznicy na srebrnej tacy? -zapytał ironicznie Eric zza kierownicy.
-Tylko pamiętaj, że do kawy dwie płaskie łyżeczki cukru, a jajecznicę jem tylko robioną na maśle -odpowiedziałam z przekąsem.
-Bardzo mi przykro, ale dzisiaj będziesz się musiała zadowolić paczką krakersów i butelką zimnej wody.
-Ha, ha. Czemu teraz Alex nie prowadzi samochodu?
-Kiedy chciał się zamienić, leżałaś na nim i choć miałaś naprawdę twardy sen, nie chcieliśmy cię budzić. A poza tym był tak zmęczony, że jak widzisz, od tamtego momentu śpi nadal i nie porusza się ani na milimetr, nie licząc opadania klatki piersiowej.
-Mam do ciebie pytanie - powiedziałam zbaczając z tematu.
-Hm?
-Kim była ta zdrajczyni o której mówiłeś wczoraj? - zapytałam z trudem tłumiąc ciekawość.
-Chyba nie jestem jeszcze gotowy, żeby móc w spokoju rozmawiać o całej tej akcji - powiedział, a ja znowu zobaczyłam jego smutne oczy w lusterku wpatrzone w drogę. -Przepraszam.
-Nie masz za co. Właściwie gdzie jesteśmy? - zapytałam chcąc zmienić temat.
-W lesie, nie widać? Pewnie drzewa ci zasłaniają.
-Ha, ha, ha, bardzo śmieszne. Znam to. Ale tak na serio, gdzie jesteśmy?
-Już  niedługo będziemy dojeżdżać w granice Meksyku.
-Meksyku? Wow.
-Tylko "wow"? Liczyłem na coś w stylu "Jesteś najlepszym kierowcą na świecie, zasłużyłeś na Nobla w dziedzinie genialności i przystojności!"
-Chyba niestety nie ma takiej dziedziny -powiedziałam z uśmiechem.
-Jeszcze - dodał swoje pięć groszy Eric i zaśmiał się cicho.

~~~~~~~~~~~~
Hejka! Dawno mnie nie było, ale sami wiecie jak to jest w wakacje. Złapał mnie nieuleczalny wirus lenistwa. Ale jest happy end - wzięłam się w garść i znów zaczynam regularnie wstawiać rozdziały! (Przynajmniej mam taki zamiar). Miłego czytania!

Drogi Czytelniku! Zostaw po sobie ślad i napisz komentarz - dla ciebie to 5 sekund, dla mnie najlepsza motywacja. Z góry dzięki!