niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 4

   Obudziłam się w szpitalu. Byłam kompletnie zdezorientowana. Nie pamiętałam niczego z wczorajszego dnia. Leżałam tak na łóżku przez kilka minut zanim cała prawda o mojej nodze, niebieskookim chłopaku i moim wykrwawianiu się zalała mnie jak fala. Nie pamiętałam jednak jak tu się dostałam. Przecież na pewno nie doszłam tu o własnych siłach. Straciłam bardzo dużo krwi, nie dałabym rady bez wykrwawienia się na śmierć. Spróbowałam podnieść się z łóżka. Poczułam rozchodzący się po całym ciele ból.
-Nie ruszaj się -głos był znajomy, kojący. Nikogo głos, nawet najpiękniejszy nie działał na mnie tak jak ten.
-Alex!- wrzasnęłam i rzuciłam się przyjacielowi na szyję.
   Znałam Aleksa od podstawówki. Kiedy kłóciłam się z Ol i Kate, on zawsze mi pomagał. Zawsze wysłuchał, dawał mi bezcenne rady, a kiedy nauczycielka przyłapała mnie na przykład na pisaniu liścików, gadaniu z kimś, a nawet na nieudolnych próbach podpalenia szkoły w drugiej klasie podstawówki z Olee, zawsze , bez względu na konsekwencje brał na siebie winę.
-Tak, tak... Czekaj Carol - zawsze tak do mnie mówił, najczęściej, żeby mnie zdenerwować- zabronią mi tu przychodzić, jak zobaczą, że przeze mnie popękają ci szwy.
-Alex co ty tutaj robisz? Skąd wiedziałeś, że tutaj jestem?- po tym, jak powiedziałam te słowa zrobiło mi się strasznie głupio. Bo w sumie nie odzywałam się do Aleksa od półtora roku odkąd się wyprowadził i zmienił liceum.
- Więc ogólnie pojechałem do twojego (już byłego) domu, gdzie twoja mama mi powiedziała, że wyjechałaś  z tymi wariatkami do Nowego Jorku. Byłem niesamowicie wkurzony, że mi o tym nie powiedziałaś. Poprosiłem o twój dokładny adres, wsiadłem w pierwszy samolot i przyleciałem tylko po to, żeby zrobić ci kazanie, jaka to okropna, bezduszna i chamska jesteś, ale jak tylko ta szurnięta Olee mi powiedziała, że miałaś wypadek i masz rozszarpaną całą nogę, popędziłem do szpitala. I masz szczęście, że nie byłaś przytomna jak wpadłem tutaj, jak jakiś byk za czerwoną flagą. Potem ćwiczyłem co do słowa moją karcącą wypowiedź. Aż się obudziłaś i wszystko popsułaś. Bo miałem być protekcjonalny i oziębły, a ty się na mnie rzuciłaś i się rozkleiłem.
-Wow. - wydukałam.
-To serio jedyne co chcesz mi powiedzieć?
Spojrzałam na niego. Tak bardzo się zmienił. Dopiero teraz to zauważyłam. Kiedyś był pryszczaty, niski z wiecznie rozczochranymi włosami. Teraz był wysoki, nadal chudy, miał proste i ciemniejsze włosy i zero wytrysków na twarzy.
-Nie masz już pryszczy!- wrzasnęłam nie mogąc się powstrzymać.
-Tak faktycznie, dzięki, bardzo miło jest to usłyszeć od przyjaciółki, której nie widziałem kupę czasu. Dokładnie na taką reakcję liczyłem- powiedział kpiąco.
-Sorki. Powiesz mi jak się tu znalazłam?
-Jakiś gościu cię tu przyniósł, zadzwonił do Ol z twojego telefonu i z Kate przyjechały do ciebie i przesiedziały tutaj dwa dni, aż w końcu ja przyjechałem i teraz się wymieniamy.
-Dziękuję. A ile spałam?
-Tak coś około 5 dni.
-Wooow. Nieźle. Nowy rekord. Chyba cię pobiłam, co looserze?
   Przez cały dzień wspominałam dawne czasy z Aleksem. Wieczorem zdjęli mi szwy i wypuścili do domu. Ale ja byłam niespokojna. Kim był chłopak, który mi uratował życie? Byłam mu wdzięczna, ale jednocześnie zła. Co on wtedy tam robił? Jak to możliwe, że tak szybko biegał? I do tego otaczał się taką dziwną aurą. Za jego rozbawionymi oczami zawsze chował się nieprzenikniony smutek i żal. Moje rozmyślania przerwał mi Alex.
-O czym myślisz?- zapytał.
-O niczym- głupio było mi okłamywać przyjaciela, ale nie chciałam, aby ktokolwiek o czymkolwiek wiedział. -Czy ten ktoś, kto mnie przyniósł do szpitala, był tam, czekał?
-Hmmm... Jeżeli chodzi ci o to, czy cię odwiedzał, to nie. Tylko cię przywiózł, zadzwonił i poszedł.
-Aaahh... Wiesz, chciałam mu podziękować. Nie zostawił może numeru?
-Nie, nie absolutnie.
-Szkoda -stwierdziłam. Naprawdę, po mimo wszystko chciałam coś o nim wiedzieć.
   Kiedy wszyscy gadali, Simon pił piwo, Olee śmiała się niemiłosiernie głośno, a Katie akurat wymiotowała chipsy (bardzo nie w jej stylu) ja wyszłam na balkon. Spojrzałam w las. Tam zobaczyłam go pierwszy raz. Myślałam, że to sen. I pewnie nim był. Czy on tam jest? Czy w jego pięknych niebieskich oczach nadal czai się smutek? Odpowiedziała mi cisza. Spojrzałam w dół. Na balustradzie zobaczyłam karteczkę. Pochyliłam się, aby ją podnieść. Na niej, odręcznym, delikatnym pismem było napisane:

Przyjdź znowu. Będę czekał.

Ostrożnie zgięłam kartkę na pół, włożyłam do spodni i weszłam do środka z sercem wypełnionym strachem i nadzieją.

11 komentarzy:

  1. Masz talent:) Czekam na następny rozdział:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, super i jeszcze raz SUPER :* ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział ;) czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękuję wszystkim, postaram się dodać kolejny jak najszybciej ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Mogłabyś dodać zakładkę "bohaterowie" bardzo chciałabym móc ich zobaczyć z twojego punktu widzenia. Miałabym jeszcze jedną prośbę dodałabyś obserwatorów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram sie, aczkolwiek nie moge niczego obiecac ;) Dzieki za propozycje i pomysl :)

      Usuń
  6. Świetny rozdział! Czekam na następne ;)
    A tu moja reklama xD http://booksybooksyinietylko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Woow dziś natknęłam sie na twojego bloga i jestem pod wielkim podziwem! :) Naprawdę masz talent i czekam na następny rozdział :)
    A tu taka mała reklama: mój blog zapraszam http://mojaniezgodna.blox.pl/html
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *wielkim wrażeniem
      Wybacz, musiałam.
      /Majalissa

      Usuń
  8. No, no, coraz lepiej, Karo. Widzę, że wzięłaś sobie moje rady do serca. :D
    Kolejna mała podpowiedź. Powinnaś się powoli zajmować szukaniem dla siebie szablonu. Istnieje sporo stron, na których możesz zamówić, lub wyszukać sobie jakiś, który będzie Ci odpowiadał. Jak chcesz, mogę Ci podać parę linków. Powinnam coś mieć. :P
    /Majalissa

    OdpowiedzUsuń