wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 3

-No nieźle. Wiedziałem, że dziewczyny tak na mnie reagują. No może nie tak. Widziałem mdlejące, czerwieniące się i otwierające buzie, ale tak dobrze jeszcze nie było.
Stałam i gapiłam się na niego niezdolna do powiedzenia czegokolwiek. Jak? To tylko mi się śni, tylko śni...
-Chyba jednak nie - powiedział, a ja zdałam sobie sprawę, że ostatnie słowa powiedziałam na głos.
-Kim ty w ogóle jesteś?! Co tutaj robisz?!-zapytałam, a w zasadzie wydarłam się.
-Po prostu tędy szłem.
-Szedłem - przyzwyczaiłam się do poprawiania ludzi, taki nawyk.
-Nieważne.
-Jasne, że ważne! Nie mogłeś tu po prostu iść, nie mogłeś! Przecież...- w tej chwili uświadomiłam sobie, jak głupio zabrzmiałoby to, gdybym mu powiedziała coś w stylu "byłeś w moich snach" albo "słyszałam twój głos". Miałam szczęście, że w porę ugryzłam się w język, bo pewnie pomyślałby, że jestem wariatką, albo chcę go poderwać jakimś tanim sposobem.
-Eeee... tak, w sumie to nie-e-e-ważne- głos mi się trząsł.
-Właśnie to usiłowałem powiedzieć zanim zaczęłaś się na mnie wrzeszczeć. Chyba nie zrobiłem nic złego przychodząc tu?
-Tak... To znaczy nie... Wiesz, muszę już iść, pa!- krzyknęłam i pobiegłam wzdłuż ścieżki najszybciej jak mogłam. "Co on sobie o mnie pomyśli? Wariatka! Ale przecież nią jestem!". Te rozmyślania przerwała mi moja stłuczka z drzewem, która była tak potężna, że dosłownie zwaliła mnie z nóg. Upadłam na trawę. Gdy jednak podnosiłam się zauważyłam, że nie walnęłam głową w drzewo.
-Wiesz, w naszym kraju raczej nie przerywa się nagle rozmowy i nie ucieka w głąb lasu, tym bardziej, żeby uwolnić się od megasuperhiperprzystojniaka.
-Odjęłabym tą część "superhipermega" i dodała "przeciętnego"-powiedziałam zyskując czas podczas chwili nieuwagi chłopaka (chyba był bardzo zdezorientowany moją obrazą, ale nie przejęłam się tym zbytnio) i znów pobiegłam. Nie na długo, bo tym razem potknęłam się o korzeń, nie o superhipermegatwardy sześciopak bruneta.
-Chyba będziesz potrzebowała mojej pomocy -powiedział z udawanym żalem w głosie.
-Nie będę -odwarknęłam. Jak on znalazł się tam tak szybko, że w niego walnęłam? Przecież byłam jakieś 15 metrów przed nim! Tysiące pytań kłębiło się w mojej głowie.
-Na pewno? -zapytał wskazując moją nogę.
Teraz dopiero to zobaczyłam, wcześniej byłam zbyt pochłonięta przypatrywaniu się chłopakowi, żeby to dostrzec. Chociaż w normalnym stanie raczej nie mogłabym tego przegapić. A tym bardziej nie poczuć. Miałam rozszarpaną łydkę gałęzią. Wiem, to dziwnie brzmi. Ale po prostu moja noga krwawiła niemiłosiernie potęgując ogromny ból w cały moim ciele.
-Au -powiedziałam tylko.
-Au? Serio? Ok, chodź, podniosę Cię...
-Nie!!! Zostaw! Poradzę sobie! -darłam się.
-Poradziłabyś sobie z zakupami, ale nie z otwartą rozszarpaną raną na dwadzieścia centymetrów!
-Zostaw mnie, ja sobie dam radę!
-Jasne, wedle życzenia księżniczki.
   Gdy usiłowałam przypomnieć sobie zasady pierwszej pomocy, które raczej zawsze uwzględniały możliwość zadzwonienia na pogotowie, lub pomocy pierwszej lepszej osoby na ulicy, on teatralnie przyglądał się swoim paznokciom oparty o drzewo z irytującym uśmieszkiem na twarzy. Ale ja nie dałam za wygraną, mimo że byłam oddalona od domu o jakieś cztery, góra pięć kilometrów. Szybko zawiązałam z kawałka mojej koszuli prowizoryczną opaskę uciskową, do tego obwiązałam tę obrzydliwą, ohydną, ogromną ranę moim koszulowym bandażem i  nastepnie tak szybko jak umiałam wstałam i ruszylam przed siebie z prędkością pół kilometra na godzinę. Po trzystu metrach musiałam się zatrzymać, bo dopadł mnie kolejny, największy jak do tej pory, spazm bólu. Zatrzymałam się. On nadal podziwiał swoje paznokcie, tylko tym razem tutaj, nie tam.
   Przeszłam tak około dwóch i pół kilometra Już nie mogłam. To faktycznie było głupie. Właściwie czemu się go tak bałam? Nie wiem. Ale odmówiłam pomocy, i jeśli nadal miałabym tak iść pewnie wykrwawiłabym się na śmierć. Gdy już to sobie uświadomiłam, usiadłam na zwalonym pniu i wyszeptałam:
-Poddaję się.
-Nareszcie. Nawet nie miałem pojęcia, że da się przejść jakieś trzy kilometry w cztery i pół godziny. Gratulacje. To chyba nowy rekord Guinessa.
Po tych słowach poczułam tylko delikatne jak piórka muśnięcie jego rąk chwytających pod nogami oraz pod głową i zatopiłam się w ciemności.
                                                             ~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że się podoba ;) Sorki, że krótko, ale mam dużo nauki. Postaram się dodać jak najszybciej, ale w zamian proszę o wasze opinie na temat tekstu i błędów :3 

11 komentarzy:

  1. Jestem ślepa więc błędów nie widzę :D. Kocham, kocham <3 Czekam na następny ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że się podoba, wstawię jak najszybciej ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Super bardzo mi się podoba czekam na następne rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejka :) !
    Mam dzisiaj dobry humor, a ty go jeszcze poprawiłaś rozdziałem =D.
    Ale przechodzimy do rozdziału :3
    Na początek powiem, że ten chłopak po prostu wow. Kocham go <3 on jest mój i tyle koniec tematu :3. Caroline zaskoczyła mnie tym, że tak paskudnie rozdarła sobie kostkę, to musiało boleć. Jednak również zaimponowała mi swoją wytrwałością przechodząc prawie 3 kilometry!
    No więc to chyba z grubsza na tyle by wyszło, a teraz tak jak obiecałam błędy.
    Na pierwszy rzut oka ich, aż tak bardzo nie widać i faktycznie nie znalazłam ich wiele. Jednak jak każesz się czepiać i mi być tą niedobrą to się nie sprzeciwiam.

    "Gdy ja usiłowałam przypomnieć sobie zasady pierwszej pomocy, które raczej zawsze uwzględniały możliwość zadzwonienia na pogotowie, lub pomocy pierwszej lepszej osoby na ulicy, on teatralnie przyglądał się swoim paznokciom oparty o drzewo z irytującym uśmieszkiem na twarzy"
    Tutaj usunęłabym słowo "ja", ponieważ można się domyślić, że to Caroline usiłuje sobie przypomnieć zasady pierwszej pomocy i przy okazji zręcznie uniknęłabyś powtórzenia wyrazów :).

    "Szybko zawiązałam z kawałka mojej koszuli prowizoryczną opaskę uciskową, do tego obwiązałam tę obrzydliwą, ohydną, ogromną ranę moim koszulowym bandażem i tak szybko jak umiałam wstałam i zaczęłam iść z prędkością pół kilometra na godzinę zanim po trzystu metrach musiałam się zatrzymać, bo dopadł mnie kolejny, największy jak do tej pory, spazm bólu. "
    Te zdanie trochę bym przerobiła, a dokładniej to zamieniła na coś w takim stylu.
    "Szybko zawiązałam z kawałka mojej koszuli prowizoryczną opaskę uciskową, do tego obwiązałam tę obrzydliwą, ohydną, ogromną ranę moim koszulowym bandażem następnie tak szybko jak umiałam wstałam oraz ruszyłam przed siebie z prędkością pół kilometra na godzinę. Po trzystu metrach jednak musiałam się zatrzymać, bo dopadł mnie kolejny, największy jak do tej pory, spazm bólu. "

    No i to by było chyba na razie na tyle jeśli chodzi większe błędy, bo znalazłam jeszcze jedną rzecz, ale nie jestem pewna czy to do końca błąd. Teraz pewnie uznasz mnie za czepialską, ale sama o to prosiłaś :p no a ja obiecałam. Troszkę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że to nie zaszkodzi ;)

    Pozdrawiam
    Niepowtarzalna xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo, bardzo ci dziekuje ;DDD Poprawilam juz bledy, teraz jest znacznie lepiej :) I nie jestes czepialska, tylko wspaniala XD

      Usuń
  5. Hej, dopiero ostatnio trafiłam na ten blog i strasznie mi się podoba! Jest świetny, a ty masz naprawdę wielki talent do pisania. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejciu, strasznie milo cos takiego uslyszec ;DDD

      Usuń
  6. Dopiero dzisiaj trafiłam na ten blog. Rzadko czytam tego typu opowiadania, ale to jest bardzo fajne i wciąga. Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział ;)
    ~werka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo sie ciesze i wstawie jak tylko znajde odpowiednio duzo czasu, a wtedy moze nawet wstawie dluzsze rozdzialy ;)

      Usuń
  7. Cóż, żeby nie było, to ty mnie tu zaprosiłaś.
    I to ty mi powiedziałaś, że jestem dobra w krytykowaniu.
    Zacznijmy na początek lekko, pochwałami. Dobrze u Ciebie z interpunkcją, co jak dobrze wiesz, jest bardzo cenione na blogosferze. Fabuła jak na razie ciekawa, ale zdecydowanie za szybko pędzisz z akcją. Musisz dawać więcej opisów, szczegółów... Przy okazji, poczytaj sobie o zapisie dialogów, bo jest z nimi dobrze, ale nadal są małe błędziki. Ach, no i nie mogę zapomnieć o uwielbianych przez wszystkich powtórzeniach! Niestety, u Ciebie zdarzają się one trochę zbyt często. Taka mała rada - jeśli przed opublikowaniem przeczytasz sobie szybciutko tekst, powinnaś je w większości wyłapać.Wtedy postaraj się znaleźć na nie jakieś synonimy, albo usuń je i sformułuj inaczej zdanie. *Mówie jak nasza pani od polskiego, bogowie, zmiłujcie się.*
    To wszystko, co udało mi się wyszukać. Jest naprawdę dobrze. Jedź tak dalej, a niedługo doczekasz się sporego grona stałych czytelników.
    /Majalissa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah faktycznie, masz zadatki na nasza pania od polaka xD Bardzo Ci dziekuje, oczywiscie zgadzam sie z toba w 100%. Mam nadzieje, ze sie poprawie w przyszlosci i nie bede miala tylu powtorzen ;D

      Usuń