piątek, 20 lutego 2015

Prolog

   Chciałam się poddać. Tak - to byłoby proste. Ale nie mogłam. Nie chciałam. Życie jest ciężkie, nie tylko dla mnie, ale dla wielu osób. Dorastałam w mieście z moją rodziną. Mama, tata, dwie siostry - starsza i młodsza. Bycie średnią nie jest takie fajne, jakie wydaje się być. Rodzice zwracali uwagę na Paulę - bo mała, mogła sobie z czymś nie poradzić, nie zrozumieć, na Mary- bo już prawie dorosła, ma poważne sprawy, trzeba ją wprowadzić w dorosłe życie. A ja? Caroline, która jest... jaka? Sami się przekonacie, kiedy mnie poznacie.
   Moim marzeniem zawsze była wyprowadzka. Chciałam być niezależna. Dlatego już od szesnastki odkładałam sobie na coś własnego. Ale nie w kraju. Nowy Jork - mój cel. Moi rodzice z początku byli całkowicie przeciwni wyjazdowi. Ale ja nie dawałam za wygraną. Znalazłam uczelnię, w której miałabym studiować ja, Kate i Olee - trzy największe idiotki-przyjaciółki ❤❤❤ na  Columbia University! Z naszej "Świętej Trójcy", jak zawsze byłyśmy nazywane, Kate była tą najmądrzejszą kochaną kujonką, Olee była komputerowym nerdem wariatką, a ja artystką liderką. W najcięższych chwilach one zawsze były dla mnie wsparciem. Simon - chłopak Olee - od razu jak usłyszał o jej wyjeździe zaproponował, że pojedzie z nami. W sumie, nie przeszkadzało mi to. Miał mieć osobne mieszkanie niedaleko naszego, więc nie miałam nic przeciwko, tymbardziej, że uwielbiałam jego ciasta, których przepisów nie chciał zdradzać, bo "były i są bardzo tajne w całej ich rodzinie przekazywane z pokolenia na pokolenie". Co do mnie - nie miałam chłopaka. Tak samo Katie. Jednak raczej nie miałyśmy z tego powodu kompleksów, tak jak Olee.
   Zbliżał się ten dzień. Dzień wyjazdu. Miało się rozpocząć nowe życie. Ubrana, gotowa wpatrywałam się w lustro w moim pokoju. Niezbyt wysoka, niezbyt niska, ciemnobrązowe włosy do ramion i duże, prawie czarne oczy. Nie byłam podobna do nikogo z mojej rodziny. Inna, a może orginalna? Włożyłam kurtkę, zawiązałam trampki i powiedziałam:
-Dzisiaj zmieniam moje życie.
Nawet nie wiedziałam jak bardzo miałam rację. Nie tylko moje życie. Mój świat. Niegdyś nazwałabym go fikcyjnym, lub fantastycznym. Bo jak można inaczej określić wampiry, wilkołaki i anioły?

2 komentarze:

  1. Hej!
    Blog bardzo mi się spodobał i na pewno zostanę tu na dłużej :) Bardzo podoba mi się pomysł z wyjazdem do Nowego Jorku oraz to, że będzie to opowiadanie z elementami fantasy :)
    Czekam na następny rozdział ;)

    Pozdrawiam
    Niepowtarzalna xx

    PS. Zapraszam do mnie http://zycie-jest-jedno06.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  2. widać że ktoś tu czytał Dary Anioła :D dopiero znalazłam twój blog, więc czytam wszystko od początku bo już prolog mi się bardzo spodobał ;)

    OdpowiedzUsuń